Zmień miasto
Sport Logowanie / Rejestracja
Znajdujesz się w lokalnym wydaniu.

Saganowski: "W ŁKS-ie urodziłem się jako gracz"

2011-08-01

Karierę zaczynał w ŁKS-ie i tutaj chce ją zakończyć, zgodnie z obietnicą daną kibicom. Jeden z największych talentów polskiej piłki na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat. Debiutował w lidze mając niespełna siedemnaście lat, gdy dostał szansę zagrania od pierwszej minuty, strzelił dwa gole Majdanowi, a ŁKS wygrał z Pogonią 3:1. Opowiada o swojej karierze piłkarskiej ale i o tym co jest bliskie mieszkańcom Łodzi. Rozmowa trwała okrągłą godzinę i odbyła się po sobotnim treningu. W ekstraklasie strzelił blisko osiemdziesiąt goli, czy doczekamy setnej bramki i meczu numer trzysta? 

dlaStudenta.pl:Pierwsze skojarzenie, gdy znowu zobaczyłeś leciwy obiekt przy Al. Unii 2?

Marek Saganowski: Inaczej czuję się, gdy jestem tutaj jako zawodnik, a inaczej jako kibic. Wszędzie dobrze ale najlepiej w domu. Na pewno najlepsze samopoczucie odniosę podczas meczu na naszym stadionie.

Rozmowy z Tomaszem Wieszczyckim nie były chyba trudne?

Znamy się z Tomkiem szmat czasu. Nie było problemów i ciężkich rozmów. Wcześniej już zapowiadałem, że chcę tutaj zagrać. ŁKS awansował do ekstraklasy, także lepszego momentu nie mogłem sobie wymarzyć.

Jakie to uczucie wrócić do rodzinnego klubu po blisko jedenastu latach kariery w kraju i w Europie?

To jest inna drużyna od czasów moich występów, można nawet powiedzieć, że inny klub. Minusów wymieniać nie będę, najważniejsze dla mnie jest to, że mogę biegać w koszulce ŁKS-u. Mam nadzieję, że będę małym „udziałowcem” w tym klubie odbijającym się małymi krokami od dna, w powrocie na właściwe tory.

Zmian jest o wiele więcej, choćby te „parę” kilogramów zrzuconych przez kierownika Żałobę ( śmiech..)

Jest tu wiele osób związanych z ŁKS-em, fajnie jest do nich wrócić. Legendą na pewno jest Bodzio. Ludzie często mnie pytają, co w tej Łodzi i ŁKS-ie jest takiego, że tu wracacie? Właśnie to, że są tu ludzie, którzy mocno się utożsamiają z tym klubem. Na tym polega ta magia tego miejsca. Kiedy pierwszy raz tu przyszedłem będąc jeszcze dzieckiem bardzo spodobało mi się i tego nie da się zapomnieć, ani wymazać z pamięci.

Czy jak za starych, dobrych czasów słuchałeś z Bodziem, Kazika na zgrupowaniu?

Kazika słucham do tej pory, z Bodziem rozmawialiśmy na temat nowych płyt i koncertów. Jeśli tylko będzie takowy w Łodzi, to z pewnością się na niego wybiorę. Na zgrupowaniu każdy był w swoim pokoju ze swoimi przemyśleniami i swoją muzyką.

Podpisałeś kontrakt z pierwszoligowym klubem, który jeszcze licencji nie dostał, nie obawiałeś się gry w Niecieczy, czy Świnoujściu, zamiast w Poznaniu i Krakowie?

Nie wierzyłem, że ŁKS może zostać raz jeszcze „zrobiony” z brakiem licencji. Wiedziałem, że są tutaj ludzie, którzy odpowiadają za papiery i są w pełni kompetentni do tego. Ja już ponad pół roku temu założyłem sobie powrót do Łodzi. Nawet gdyby tego awansu nie było, to byłem gotów zagrać w pierwszej lidze.

Gdy rozmawialiśmy po meczu z Cracovią w 2003r. byłeś w trakcie odbudowy swojej formy i nazwiska w Legii, Twoja kariera potoczyła się przez te lata, tak jak sobie to zaplanowałeś, czy żałujesz czegoś?

Niczego nie żałuję. Może poza wyjazdem do Francji, gdzie dostałem mocnego „kopniaka”. Zagrałem od tamtej pory wiele dobrych meczów w Legii, wyjechałem zagranicę, zagrałem na Mistrzostwach Europy, udało się wystąpić w Lidze Mistrzów łącznie ze strzelonym golem. Gdyby ktoś mi zaproponował taki sam scenariusz wtedy, bez wahania bym na to przystał.

Na trybunach było wówczas biało-czerwono od rac i oprawy, teraz tego nie ma, na polskich stadionach zanika ruch kibicowski w takiej formie. To pomoże szarej polskiej piłce?

Dopóty te race nie lądują na murawie, to klimat zwłaszcza przy sztucznym oświetleniu jest wspaniały. Dla nas zawodników jest to ważny element, wyjść na mecz przy fajnej oprawie dodaje adrenaliny. To przekłada się na grę i ambicję, tęsknię za tym. Mam nadzieję, że takie kolorowe trybuny będą wkrótce. Zdajemy sobie sprawę z obecnych ciężkich momentów, ale musimy je przetrwać, aby później było lepiej.

Portugalia, Francja, Anglia, Dania, Grecja, a wcześniej Holandia i Niemcy, niewielu piłkarzy w kraju może się pochwalić grą w tych krajach.

Poza tymi epizodami w Hamburgu i Rotterdamie wszędzie gdzie grałem byłem kluczową postacią w drużynach. Rozegrałem po kilkadziesiąt meczów w tych ligach, nabrałem dużego doświadczenia podczas gry z piłkarzami najlepszymi na świecie, że o trenerach nie wspomnę. Ten bagaż doświadczeń, z pewnością wykorzystam w przyszłości. 

Najmilsze wspomnienia są z (…)

Na pewno Anglia i Dania oraz Portugalia, gdzie mnie pamiętają do dziś.

W Aalborgu było sześć gier w Lidze Mistrzów, w tym pojedynki z Manchesterem United i nawet gol z Villareal.

Zwłaszcza dla zawodnika z pola, to wielkie wydarzenie, bo nasi bramkarze fantastycznie spisują się w tych rozgrywkach. Miałem przyjemność grać we wszystkich meczach, w większości w pierwszym składzie. Gdy dodam do tego mecze na Mistrzostwach Europy, to były właśnie te momenty, w których sam do siebie powiedziałem: warto pracować ciężko na treningu aby to osiągnąć. Po wypadku mocno wierzyłem w swoje odrodzenie i tego dokonałem.

Wracasz do tych feralnych momentów?

Nie ma traumy, to jest daleko za mną.

Pamiętam gdy Wisła Kraków, trafiła na Twoją Vitorię, część rodzimej prasy cieszyła się już z awansu do kolejnej rundy, wygraliście 3:0 w Portugalii i 1:0 w Krakowie po Twoim golu. Teraz odpadamy z Kazachami, choć do Polski wracają Twoje roczniki i inni doświadczeni piłkarze, w którym kierunku idzie polska piłka?

Liga portugalska w tamtym czasie jak i obecnie jest na wyższym poziomie niż nasza ekstraklasa. Braga ostatnio wyeliminowała Lecha bez problemów. My ( Vitoria Guimares – przyp. red. ) poza pucharami bardzo dobrze graliśmy w lidze. Porażka Jagiellonii to był wypadek przy pracy. Może brak doświadczenia ich sparaliżował. Popatrzmy jednak na pozostałe drużyny. Śląsk, Wisła i Legia bardzo dobrze się póki co prezentują w Europie.

Dlaczego nie wyszło w Troyes, wielu fachowców wypowiadało się, że po znakomitych występach w Guimares, trafisz do Porto lub Sportingu, a stamtąd (…) piłkarskie niebo.

Przyznam się szczerze, że było w tym trochę mojej winy i pewnie mała wiara trenera we mnie. Pojechałem tam przede wszystkim dlatego, że był to mały klub, w którym miałem szansę grania w pierwszym zespole. Przyjechałem pod koniec sezonu przygotowawczego, drużyna była już zgrana ze sobą. Ja przyjechałem tam jako najdroższy zawodnik Troyes i co się stało? Trener na dzień dobry mi powiedział, że nie widzi mnie w składzie. Przyznaję z ręką na sercu nie zachowałem się wówczas profesjonalnie. Nie przepracowałem tych dwóch miesięcy tak jak to miałem nakreślone. Miałem później - co oczywiste problemy z dojściem do formy. Poszedłem na wypożyczenie do Southampton, gdzie w jedenastu meczach strzeliłem dziesięć goli, trener Francuzów wysłał swoich asystentów aby obejrzeli mecz w Anglii z moim udziałem, bo nie wierzyli, że jestem w takiej formie. W przerwie między sezonami prosili abym wrócił, że moje wcześniejsze odejście, to była pomyłka. Jednak wolałem zostać na Wyspach. Co do Porto, byłem po rozmowach z prezesem, nawet telefonował do mnie oznajmiając: „Witam cię w PORTO”. Co się później stało, tego nie chcę komentować. Dlatego z premedytacją wybrałem Francję.

Wyjazd do Anglii odbierasz za udany? Nie brakowało meczów z Chelsea i Liverpoolem?

Championship jest na wysokim poziomie, miałem tam dwóch rodaków w kadrze. Grzesio Rasiak i Bartosz Białkowski, który gram tam do dzisiaj. Rozmawiałem wcześniej z Tomkiem Frankowskim i Kamilem Kosowskim o tej lidze. Wypowiadali się w samych superlatywach, żadnego dnia w Southampton nie żałuję. Powiem więcej, gdy odchodziłem do Alborga, to mnie wypchnęli prawie siłą z Anglii. Kończył się okres dofinansowania po spadku z Premier League, bo przez dwa lata spadkowicz dostaje taką pomoc. Klub sprzedał kilku wartościowych zawodników m.in. Kenwyne’a Jones’a i Gareth’a Bale’a, następnie został zdegradowany do trzeciej ligi i musiałem się pożegnać z Anglią.

Liga duńska z całym szacunkiem, to nie jest Serie A.

Odchodziłem prawie ze łzami w oczach z Southampton, magnesem było Champions League. Mecze eliminacyjne z FC Kowno wygraliśmy, był awans, czyli strzał w przysłowiową dziesiątkę. Potem wspomniane przeze mnie mecze z Celtikiem, Manchesterem i Villareal.

Rozmawiałem z Maciejem Bykowskim, zachwalał Grecję jako kraj do wojaży turystycznych ale jego przygoda z krajem „oliwek i bogów” miała niemiłe zakończenie,  u Ciebie było podobnie.

Tak jak wspominałem, że do grania najlepszymi krajami są Anglia i Portugalia. Tak pod kątem rodziny i życia, numerem jeden była Grecja. Poza tym pięknym krajem, ważne jest podejście ludzi do życia codziennego.

Z Grecją nie trudno skojarzyć Igora Sypniewskiego,  patrząc na Jego zawirowania pozasportowe, nie miałeś obaw, że Ciebie może to samo spotkać?

Nigdy z „tym” nie miałem problemów. Igor chodził swoimi ścieżkami, ja mam swoje. Mam przede wszystkim rodzinę, którą bardzo kocham. Szkoda mi Igora, znam się także z jego ojcem. Piłkarze o takim talencie mają zwykle inną mentalność, z którą ciężko sobie dać radę.

Zamiłowania do jednośladów pozostały, czy traktujesz „to” jako traumatyczne przeżycie?

Były, są i będą. Jeździłem motocyklem w wieku osiemnastu lat, wypadek „pokiereszował” moją karierę. To już jest rozdział zamknięty.

Czy prawdą jest, że odwiozłeś motocyklem Daniela Treścińskiego z Łodzi do Sosnowca w 45 minut?

45 minut to nie, bo nas Policja złapała (śmiech...) Zdziwienia Pana policjanta było ogromne, że się w ogóle zatrzymaliśmy, dlatego była to jakaś godzinka. W drodze powrotnej było za to znacznie krócej i szybciej. (śmiech..)

Przez blisko czternaście lat przy pewnej kamienicy na ul. Rewolucji 1905r. widniał napis „SAGAN GOLA”, kochają Cię na Śródmieściu.

Moja mama tam nadal mieszka, za każdym razem gdy przyjeżdżałem traktowałem ten napis jak „tablicę pamięci”. Jestem zadowolony z tego powodu, kibice mnie szanują, a ja im mogę tylko podziękować swoją grą. Może to wynika też z tego powodu, że sam byłem takim kibicem, który wsiadał w autobus linii 86 i jeździł na mecze.

Uwielbienie do „Sagana”, wiąże się nie tylko z golami strzelanymi Widzewowi w różnych klubach ( śmiech… ) ale przede wszystkim Twoja obecność podczas ważnych meczów w roli kibica, czy choćby na Benefisie Tomka Kłosa podkreślające przywiązanie do klubowych barw.

Tutaj się urodziłem jako piłkarz. Zawsze gdy tu wracam, czuję się tu jak u siebie, to tak jakbym wchodził do domu mamy. Nigdy się tego nie wyrzeknę, są pewne zasady, których się nie zdradza. To wyniosłem z rodzinnego domu. Gdy coś robię, to nie jest to pod publikę, tylko z całego serca. Cieszę się, że taki jestem i mam nadzieję, że moi synowie również tak będą postępować w swoim życiu. 

Pytałem Tomasza Wieszczyckiego, czy gdybyś mógł zagrać z Manchesterem plus Mirosław Trzeciak, Tomek Kłos i Rodrigo z wiosennej formy, odparł, że nic by to nie zmieniło, bo to jak gra obecnie z Barceloną, a Ty co na ten temat myślisz?

Mogę spokojnie słowa Tomka potwierdzić, aczkolwiek gdybym zagrał, to byłoby więcej strzałów na bramkę Manchesteru. (śmiech..)

Taniec radości na Widzewie w koszulkach ŁKS-u po meczu Odry, w której grałeś z Arturem Kościukiem i Arielem Jakubowskim, opowiedz coś więcej o kulisach tego „przedsięwzięcia”.

Nie mogę więcej powiedzieć ( śmiech…) , ale było bardzo „gorąco”. Wiadomo jaka jest sytuacja w Łodzi, każdy wie, że moje serce jest przy Al. Unii. Frustracja porażką wyładowana była w naszym kierunku, choć to zawodnicy Widzewa nie potrafili pokonać Odry Wodzisław.

Ariel jeszcze kopie w Płocku, „Kostek” uczy dzieciaki WF-u w szkole na Karolewie, widzisz się jako nauczyciel, czy może jako trener napastników wzorem Andrzeja Juskowiaka w Lechu.

Na pewno coś trzeba robić po zakończeniu kariery. Mam kilka pomysłów. W tym sezonie będę uczęszczał na zajęcia szkoleniowe.

Gdybyś natrafił na młodego piłkarza, który oprócz piłki kocha ścigacze, jak byś go namówił do „lżejszej jazdy”?

Motocykl przy najmniejszej kolizji nie ma szans z samochodem, ciało musi się samo wówczas bronić. Motory są dla ludzi, mamy kilku młodych zawodników, którzy jeżdżą niebezpiecznie samochodami. Gdy jedziemy choćby na Orła, to szaleństwo widać w ich oczach. Trzeba się nauczyć jeździć mądrze, wszystko jest dla ludzi.

Na prezentacji obiecałeś kibicom, powtórkę z sezonu 1997/98, czyli zdobycie mistrzostwa Polski, wysoko zawieszona poprzeczka, czy przypływ chwili związanej z kilkutysięcznym tłumem?

Ja tak powiedziałem? (śmiech…) Zaczynamy „Nową Generację”, budujemy ten klub od nowa. Jeśli ŁKS będzie prowadzony w tym kierunku, to za kilka lat ten sen może się spełnić i sezon 1997/98 się powtórzy.

Fani liczą na Twoje bramki. Ostatni gol dla ŁKS-u w meczu ligowym to pamiętne 4:2 z Zagłębiem Lubin, gdy spadaliśmy z ekstraklasy w maju 2000 r., później były „pokazowe” bramki za czasów drugoligowych i na benefisie Tomka Kłosa.

Chciałbym jak najszybciej strzelić gola, może we Wrocławiu? Jestem napastnikiem i rozliczany jestem z goli. Dla mnie sezon udany, to taki powyżej dziesięciu goli.

Za nami mecz z Lechem, co było na plus, a co jest do poprawy w grze ŁKS-u?

Na plus pierwsze dwadzieścia minut, nie ograniczajmy tego do stwierdzenia, że był spalony. Po prostu poszły błędy w środku pola i z tyłu. Nadzwyczajna skuteczność Lecha skarciła nas, przykry mecz dla mnie. Nie wyobrażałem sobie pięciu goli w naszej bramce. Trzeba szybko wyciągnąć wnioski i myśleć już o Wrocławiu ( mecz ze Śląskiem 7 sierpnia ). Gramy poza tym ciężkie wyjazdy z Polonią i Lechią. Trzeba pokazać charakter i po meczu w Gdańsku będziemy mogli coś więcej powiedzieć. 

Ten sezon ma być rozeznaniem sił w ekstraklasie i spokojnym środkiem tabeli na finiszu?

Ten sezon, to jest walka o życie. Personalnie jesteśmy w środku tabeli, sparingi wyszły nam całkiem dobrze. Jesteśmy na tyle doświadczonym zespołem, że odpowiednie wnioski musimy wyciągnąć bardzo szybko.

Powtórzysz wyczyn Mirosława Trzeciaka z sezonu 1996/97?

Rudnevs już ma trzy, prawie trzy i pół nawet. ( śmiech…) Będzie bardzo ciężko, najważniejsze abyśmy jako zespół dobrze wyglądali.

Czyli w ślady Bogusława Saganowskiego nie pójdziesz?

Jestem skupiony na piłce kopanej na trawie, w hali lub na plaży, to raczej nie teraz. Kiedyś graliśmy turnieje zimowe na Orle. Można się było sporo nauczyć i fajnie to wyglądało. Plażówka to raczej ciężej się biega, więc odpada (śmiech…).

Chciałbyś jeszcze coś powiedzieć łódzkim kibicom?

Raz jeszcze serdecznie wam dziękuję, za to, że w przeciwieństwie do nas – „dojechaliście” do Bełchatowa. Mam nadzieję, że pomimo tego będziecie z nami na dobre i złe. Chwała wam za to, podziękowania od całej drużyny za wczorajszy doping w Bełchatowie. 

Rozmawiał: Gabriel Antoniak

Ciekawe artykuły
Dodaj do:
  • Wykop
  • Flaker
  • Elefanta
  • Gwar
  • Delicious
  • Facebook
  • StumbleUpon
  • Technorati
  • Google
  • Yahoo
Komentarzedodaj komentarz

Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.

Brak komentarzy.

video
FB dlaMaturzysty.pl reklama